25 Kwietnia 2010 ostre strzelanie na Fiuku
Posted by Duncan McLain 17 maja 2010 17:16
Informacje od zaprzyjaźnionej firmy 99TEAM o ostrym strzelaniu dostaliśmy już jakiś czas temu, więc nie było problemu ze zmobilizowaniem się i przyjazdem. Tym bardziej, że strzelanie z ostrej amunicji to całkowicie coś innego niż sianie kompozytem.

Na imprezie Kompanię reprezentowały plutony Kraków oraz Tarnów.
Przez większość dnia była okazja postrzelania zarówno z broni krótkiej jak i długiej, więc każdy skrzętnie to wykorzystał.

Na zakończenie odbyło się spotkanie formującego się Klubu Strzeleckiego, gdzie omówiono szczegóły przyszłej działalności.
Pozdrawiam.
Duncan McLain
2-14 Marca 2010 Kurs Pierwszej Pomocy Przedmedycznej
Posted by Duncan McLain 31 marca 2010 19:08

PIĄTEK
Piątek rozpoczął się niewinnie - od kolejnej części zajęć z łączności. Senior w prosty i przystępny sposób wyjaśniał zawiłe arkana sztuki porozumiewania się na odległość. Wbrew pozorom taki wstęp był jak najbardziej na miejscu - wszak umiejętność prawidłowego wezwania pomocy, czy to przez telefon czy radio jest bardzo istotna.Zajęcia trwały do późnego wieczora.
SOBOTA
Dzień zaczął się od głośnej i brutalnej pobudki zaserwowanej nam przez Duncana. Następnie była rozgrzewka oraz inspekcja. Gdzieś po drodze jeszcze oczywiście było śniadanie i toaleta poranna, aby nikt nie śmierdział dowództwu przed nosem podczas apelu.
Wkrótce potem przyszedł czas na rozpoczęcie zajęć. Na samym początku Kornik przedstawił nam wszystkie aspekty prawne oraz podstawy, któe każdy powinien znać przy podejmowaniu jakichkolwiek działań ratowniczych.

Po tym krótkim ale ważnym wstępie przyszedł czas na BLS. Każdy miał możliwość do bólu przećwiczenia resuscytacji krążeniowo - oddechowej na fantomie.
Potem odbyło się szkolenie z zakresu używania defibrylatora AED.
Po krótkiej przerwie obiadowej ponownie zanurzyliśmy się w wir wszystkich tych złamań, oparzeń, odmrożeń, porażeń, otarć, zasłabnięć oraz zawałów aby nauczyć się, jak skutecznie i profesjonalnie reagować w takich przypadkach.

Tak minął nam cały dzień. Wieczorem przyszła kolej na sprawdzenie naszej wiedzy. Każdy kursant po kolei wchodził do zamkniętego pokoju, gdzie czekało na niego troje instruktorów z najbardziej podchwytliwymi pytaniami, jakie mogli wymyślić.
Gdy kursantowi udało się w końcu uwolnić od teorii wpadał w sam środek wypadku motocyklowego, porażenia prądem, zasłabnięcia, pobicia oraz całej masy innych dość realistycznych symulacji i musiał błyskawicznie zareagować na daną sytuację.

Po zdarzeniu należało zgłosić zajście odpowiednim służbom - jeżeli była to symulacja cywilna to Centrum Powiadamiania Ratunkowego, jeżeli wojskowa - swojemu HQ.
A tu, jak w życiu - a to były zakłócenia na linii, a to ciągłe przełączanie, a to bateria padła...
Wieczorem, po zakończonych egzaminach nadszedł czas na odczytanie wyników. Ci, którzy obali, dostali możliwość rehabilitacji podczas gry terenowej przewidzianej na niedzielę.
Późnym wieczorem dla rozluźnienia emocji po krwawych symulacjach przyszedł czas na ćwiczenie CQB. Jak się później okazało, szkolenie przydało się podczas gry.
NIEDZIELA
Dzień minął nam pod znakiem gry terenowej oraz sprzątania budynku. Kursanci utworzyli fire team, któego zadaniem było przeprowadzenie patrolu na wcześniej wskazanym terenie. Jak się okazało, był tam ukryty przeciwnik, który nie próżnował.
Kursanci zostali zmuszeni do wycofania się, reorganizacji a następnie przeprowadzenia kontrataku, aby oczyścić teren dla śmigłowca. W tym czasie wcześniej wyznaczeni medycy mieli możliwość w praktyce sprawdzić swoje świeżo nabyte umiejętności.
Po grze przyszedł czas na podsumowanie Zgrupowania oraz pakowanie się i powrót do domów.
Uważamy Zgrupowanie za jedno z najbardziej udanych i jedno z najważniejszych, bo nabyta podczas niego wiedza, może nam się przydać również prywatnie.
Mieliśmy niepowtarzalną możliwość odkurzenia swojej wiedzy przedmedycznej a niektórzy zapoznania się z nią po raz pierwszy.
Pomimo wszystko mamy nadzieje, że nigdy nie będziemy musieli jej używać w praktyce.
Pozdrawiam.
Duncan McLain
24 październik, Zbiórka rekrutacyjna, Bochnia
Posted by Gisher 24 października 2009 21:29
Dzisiejszego dnia odbyła się zbórka rekrutacyjna zainteresowanych działaniem ramach plutonu Bochnia. Pluton otrzymał wsparcie pozamiejscowe (Duncan, Pepe, Dresik, Farmer, Kapeć) Na dobry początek odbyliśmy 2 krótkie strzelanki, które posłużyły nam jako przykład przy omawianiu skuteczności używania taktyki podczas walki.


Omówione zostały podstawowe formacje patrolowe oraz sygnały ręczne używane przez British Army. Po dawce teorii przyszedł czas na praktykę. Ćwiczyliśmy zachowanie 8-osobowej sekcji podczas kontaktu z wrogiem. Około 11 przerwaliśmy ćwiczenia ponieważ na tę godzinę przywidziane były strzelanie z kbks-ów. Każdy miał możliwość wystrzelać się dla odmiany ołowianymi kulkami, za co jesteśmy niezmiernie wdzięczni szefowi bocheńskiego LOK - p. Romanowi Maciejarzowi.

Po strzelaniach powróciliśmy do ćwiczeń z taktyki. Z satysfakcją zauważamy, że z każdą próbą myliliśmy się coraz mniej i szło coraz sprawniej. Co prawda potrzeba jeszcze wiele treningu, ale pierwsze kroczki zostały postawione.
Zgrupowanie zaliczamy do zdecydowanie udanych - nawet pogoda była typowo brytyjska

Mamy nadzieję, że kadetom się podobało, i zostaną u nas na dłużej
Szkolenie z walki w terenie zurbanizowanym, Sieradza k/ Żabna
Posted by Gisher 27 sierpnia 2009 11:56
22 sierpnia mieliśmy przyjemność uczestniczyć w zajęciach z walki w terenie zurbanizowanym, prowadzonych przez Borsuka i Duncana.
Szkolenie odbyło się w starej cegielni w Sieradzy k/Żabna. Miejscówka zrobiła na nas ogromne wrażenie, choć nie zwiedziliśmy całości. Ale - nie uprzedzamy faktów :].
Wyruszyliśmy z Tarnowa w składzie - Borsuk, Pepe, Dresik i Farmer (p. Brzesko), Kicek i Mateusz (p. Krosno) i Gisher (p. Bochnia) . Dotarliśmy do Żabna autobusem, a potem ruszyliśmy przez pola do cegielni, ćwicząc po drodze elementy taktyki zielonej. Druga grupa, liczniejsza od nas (głównie chłopaki z plutonu Tuchów i Duncan) dotarła na miejsce samochodami, i przygotowała się do obrony. My mieliśmy zająć budynek prawie "z marszu".
Niestety podczas podchodzenia pod zabudowania zostaliśmy zauważeni przez obrońców. Jednak udało nam się dotrzeć do ściany budynku, i rozpoczeliśmy walkę. Niestety, po pewnym czasie większość z nas została wyeliminowana podczas walk w środku cegielni - obrońcy byli dobrze przygotowani.
Po zakończeniu tego początkowego scenarusza nastąpiła chwila odpoczynku, po czym zaczeliśmy zajęcia - ćwiczyliśmy do upadłego elementy podchodzenia pod "budynek prawdopodobnie zajęty przez nieprzyjaciela", poruszania się w nim w szyku, czyszczenia pomieszczeń i klatek schodowych. Takie zajęcia były dla nas nowością (dotychczas ćwiczyliśmy wyłącznie taktykę zieloną), i jeszcze wiele przez nami pracy, by osiągnąć wysoki poziom, lecz myślę że dobrze zaczęliśmy.
Cegielna, jest świetnym terenem, o wspaniałym klimacie - na pewno powrócimy tam jeszcze nie raz.
Strefa Zrzutu II 5-6 czerwca
Posted by Gisher 12 sierpnia 2009 13:47
Relacja z manewrów nocnych przygotowanych przez Borsuka, opisana z perspektywy Gishera.

PRZED AKCJĄ
Zaczęło się właściwie w piątek rano - z całym szpejem załadowanym do bergena wsiadłem do busa relacji Dąbrowica-Bochnia - po szkole nie miałbym czasu wrócić do domu i zabrać szpej, dlatego postanowiłem pojechać do Tarnowa prosto ze szkoły.
O 16.30 razem z Barcleyem czekaliśmy już na dworcu PKP (po wcześniejszym spotkaniu z Rusmą i Fooxem, znajomymi z BSA). Jedziemy. W Brzesku wsiadł Timon, w Sterkowcu reszta. W Z dworca PKP w Tarnowie udaliśmy się na tamtejsze planty - tam czekał już na nas Duncan. Razem pojechaliśmy autobusem linii 30 do Klubu Zatoka (nasza tarnowska baza wypadowa), gdzie czekali już na nas Borsuk i SWAT. Po przywitaniu i rozpakowaniu się zaczął się briefing. Zaczęło się od losowania fireteamów - ja trafiłem do white fireteam, dowodzonego przez Duncana, a Barcley do black fireteam pod wodzą Borsuka. Otrzymaliśmy mapy terenu, omówiony został cel ataku (nieużywany most kolejowy na Żabnicy) i plan akcji.

Po odprawie mieliśmy kilka godzin czasu do zmroku - niektórzy jedli, inni grali w ping-ponga, drzemali, rozmawiali. Zagraliśmy także kilka razy w twistera.
Następnie przygotowaliśmy się do akcji. Z powodu opóźnienia ze strony Royal Air Force, musieliśmy czekać w pełnym oporządzeniu w przedsionku klubu. W końcu około 2230 samolot nadleciał (fiat ducatto)

AKCJA
Lecimy w ciemnym luku samolotu, trzęsie tęgo. Klimat niesamowity. Przekrzykując ryk silników wymieniamy ostatnie uwagi, przypominamy kolejność skoków i powtarzamy hasła.
Jest czerwona lampka! Pojazd zwalnia, aż wreszcie się zatrzymuje. Jest zielone! Sybko odsuwam drzwi i skaczę pierwszy w noc.
Po wylądowaniu zapadam w wysoką trawę i czekam na resztę fireteamu. Powoli cichnie wartkot samolotu, słyszymy tylko zwykłe odgłosy nocy. Po chwili oczekiwania dowódca wzywa nas do siebie. Zaczynamy przemarsz z Drop Zone do Randes-vous z drugą drużyną.
Początkowo idziemy wzdłuż wału nad Dunajcem w kierunku południowym. Czasem ryzykujemy poruszanie się wałem, by szybciej dotrzeć na miejsce zbiórki.
1,5 km później odbijamy w lewo, idziemy przez pola w kierunku wschodnim. Przedzieramy przez ogromne pole pszenicy. Brnę po pas, widząc tylko SWATa przed sobą. W koncu docieramy do pasu krzaków które (jak mniemaliśmy) oddzielały nas od drogi. Jednak okazało się że to spory zagajnik, na dodatek bagnisty. Na tyle bagnisty, że nie dało się tamtędy przejść. Starając się ominąć bagno, dochodzimy aż do przedmieść Żabna. Musimy szybko przejść przez wioskę, na drugą stronę drogi.
Przebywamy nieczynną linię kolejową i kładkę przez Żabnicę, i jesteśmy już niedaleko celu. W tym momencie dotaciera informacja przez radio, że Black fireteam jest już niedaleko Randez-vous.
Kożystając z okazji przeprowadzamy krótką obserwację celu, gdyż na tle jasno oświetlonych budynków fabryki kontur mostu jest dobrze widoczny. Nie zauważamy żadnego ruchu, ale doszliśmy do wniosku, że przeciwnik jest dobrze ukryty.
Po drodze słyszymy głośny plusk w strumieniu, obok którego idziemy. Natychmiast padam na ziemię i czekam co będzie dalej. Cisza. Wstajemy i ruszamy dalej, lecz znowu słyszymy plusk. Okazalo się że to przestraszone kaczki narobiły nam stracha. Idziemy dalej w stronę RV.
Docieramy do miejsca spotkania. Odpoczywamy chwilę, posilamy się. Jest też chwilka na rozgrzewającą herbatkę. Ustalamy szczegóły ataku i ruszamy oboma fireteamami.
Przebywamy strumień kładką (przynajmniej większość), i znów rozdzielamy się by zajść cel z dwóch kierunków. Biali (my) mieliśmy atakować od południa. Gdy dotarliśmy na miejsce, z którego mieliśmy zacząć atak, przez radio dotastajemy wiadomość, że most jest już nasz.

Okazało się, że OPFORu... nie ma. Cóż, trudno, zabezpieczamy most i czekamy do 0400, o której mieliśmy zakończyć ćwiczenia.
Zadanie zostało wykonane bez strat, a nawet bez strat amunicji. Mieliśmy poczucie niedosytu, ale nauczyliśmy się wielu nowych i przydatnych rzeczy.
Podziękowania dla Borsuka za przygotowanie manewrów.